Przyjaźnie z Kitajcami

Kiedy pisze te słowa jest 16 października, 8.30. Tomek powinien właśnie dojechać na uczelnie, ja zaczynam dziś później. To już 6 tygodni jak przyjechaliśmy do Almaty. Powoli przyzwyczajmy sie do tego miasta. Nawet transport nie wydaje nam sie już taki straszny. W sumie 90 minut dziennie spędzone w autobusie, to nie tak dużo:) Mniej więcej wiemy już w jaki dzień, jaki autobus stoi w jakich korkach - i po prostu probujemy wyciągać z tego wnioski. Nie wszystko da sie oczywiście przewidzieć. Na przykład w ostatnia niedziele na ulicy, na której mieszkamy utknęliśmy w 20 minutowym korku. Gdybym powiedział, ze ta ulica jest wielkości Karwińskiej, to pewnie bym przesadził, ale od Odyńca jest już mniejsza i na pewno wielokrotnie krótsza:). Po kilku minutach nawet kierowca zwątpił w to, że da się w miarę "szybko" z tego korka wyjechać, w związku z tym ... wyłączył silnik :). A było niedzielne południe...
Na uczelni jest nieustannie śmiesznie. Wszyscy traktują nas bardzo na serio. Nie przyjmują do wiadomości, ze nie mówimy po rusku i każą nam odrabiać prace domowe, wygłaszać referaty, a wczoraj pewna Pani dala mi do wypełnienia kolokwium. Oczywiście podziękowałem:) Zresztą system akademicki jest tu zupełnie nie podobny do polskiego. W czasie semestru są dwie tzw. rubieżne kontrole, a na każdych zajęciach postawa studenta oceniana jest w tzw. balach. Do tego z każdego przedmiotu jest egzamin i to razem składa sie na końcowa ocenę. Według wyobrażenia tych śmiesznych ludzi z uczelni, my tez mamy przechodzić te procedurę:) Wiec wygłaszamy referaty, które są bardziej po polsku niż po rusku i oddajemy eseje. A robimy to tak, ze piszemy esej po polsku i wrzucamy do translatora polsko-ruskiego. Jak studia to studia:)
Podłoga u nas cały czas bardzo ładna. Noce chłodne, rano w pokoju tez (bo nikt tu jeszcze nie grzeje), ale w dzień około 20 stopni i piękne słonce. Dlatego korzystamy z okazji i raz w tygodniu chodzimy w góry. W zeszłym tygodniu byliśmy tez na wycieczce dla obcokrajowców nad wodospadem Turgien, a po jutrze jedziemy nad jezioro Issyk. Wszystko razem z naszymi nowymi przyjaciółmi z Chin i Korei, z którymi uczymy sie ruskiego:) Bo nie wiem czy Wam pisaliśmy, ale jest tu cały Wydział dla obcokrajowców gdzie uczą sie oni języka, historii i kultury Kazachstanu. Na zajęciach właściwie tylko Chińczycy i Koreańczycy. Za wszystko trzeba słono płacić, ale Polak potrafi:) Powiedzieliśmy po prostu, ze jak Kazachowie jada do polski to maja bezpłatny kurs polskiego, a chyba strona kazachska nie chce wypaść gorzej od polskiej. Nie chcieli i na ruski chodzimy bezpłatnie:) Tomek dwa razy w tygodniu, ja raz - bo tak nam udało sie to pogodzić z innymi zajęciami. Trafiliśmy od razu na ostatni rok kursu i uczymy sie np. w Koreańczykiem, który przez 5 lat studiował w Moskwie filologie rosyjska:) I to wcale nie wyjątek. Kitajcom (Kitajec to po rusku Chińczyk, a Kitaj to Chiny) jest bardzo trudno mówić w języku słowiańskim. Mniej wiece tak jak nam po chińsku. Na razie zapamiętaliśmy jedno słowo: "szi szi", co oczywiście oznacza "dziękuje". Podobne, prawda?:)
W sobotę oglądaliśmy razem z Kazachami potyczkę z Polska. Trochę było nam wstyd jak zgasły światła:) Dobrze, ze mamy tego Smolarka, bo inaczej byłoby wstyd pokazać sie w poniedziałek na studiach:) A w środę Portugalia... Bilety już wykupione. Jak byście chcieli nas namierzyć w telewizji to będziemy siedzieć na trybunie wschodniej, w sektorze 47. Powodzenia:)
Powoli zbieram sie na uczelnie. Trzeba przecież przedrzeć sie jeszcze przez korki, a potem przygotować do referatu, co by wszystko było profesjonalnie:)
Niedługo powinny pojawić sie tez nowe zdjęcia na stronie. Problemem jest to, ze internet w ONZ bardzo często nie działa, a to jedyny tak szybki internet w Armaty, żeby można było dodać zdjęcia:)
Trzymajcie sie!