Co w lutym i marcu u nas się działo?

Witajcie Kochani!
Właśnie mija połowa naszej poświątecznej wyprawy do Kazachstanu. Pogodę mamy znakomitą - zaczęła się już wiosna. Zauważyli to wszyscy, poza administracją naszego budynku. Na zewnątrz temperatura osiąga 25 stopni, ale kaloryfery grzeją jak grzały przy -27. Po domu chodzimy zatem w kąpielówkach, a jak nie ma babki to i bez:)
Wiosna ma jeszcze jedną zaletę - nie musimu już dolewać wódki do płynu do spryskiwaczy. Wcześniej było to konieczne, bo woda z Ludwikiem, którą zalewaliśmy zamiast płynu (ach te cięcia budżetowe) przy - 20 stawała się zbyt gęsta by skutecznie czycić szyby:) Jesteśmy zatem jakieś 2 złote do przodu (miesięcznie), bo tyle w Kazachstanie kosztuje 0,5 litra wódki.
Dobiega końca jedenasty tydzień zajęć, a do tej pory są przedmioty, które nie odbyły się ani razu. Czasami przeszkadza zbliżający się Dzień Kobiet (w końcu na wydziale pracuje dużo pań, które trzeba pozdrowić z okazji zbliżającego się święta), czasami nie przychodzą studenci, czasami wykładowca jest akurat zajęty innymi sprawami wagi państwowej. Nie przeszkadza nam to z sukcesami zdobywać kolejne zaliczenia. W indeksie dumnie stoi już pierwsza piątka z egzaminu, którego nie było, a wkrótce spodziewamy się kolejnych. Nie jest zatem łatwo, co na szczęście zauważają wykładowcy. Ostatnio docent od przedmiotu "Polityka wewnętrzna i zagraniczna Kazachstanu" wyznała w przypływie szczerości, że najgorsze jej lata w życiu to okres studiów, bo trzeba było czytać książki:) Zupełnie zrozumiałe zatem, dlaczego została na uniwerytecie i oddała się pracy naukowej. Nieprawdaż?
Oczywiście trudy naukowej pracy nie uniemożliwiają nam innych rodzajów działalności społecznie pożytecznej. Ostatnio zapoznaliśmy dwie dziewczyny: jedna z Austri, a druga ze Szwajcarii, które na codzień pracują w Astanie (uczą francuskiego i niemieckiego), a do Ałmaty przyjechały na kilka dni urlopu. Naszą sympatię zyskały natychmiast, gdy tylko okazało się, że tak jak i my nie znają angielskiego, a do tego uzanają nas za lingwistyczne autorytety w sprawie języka rosyjskiego. Byliśmy dla nich jak ruska wersja Miodka i Bralczyka zarazem:) Z naszego punktu widzenia znajomością wydaje się idealną, bo leczy nasze językowe kompleksy i niweluje wyrzyty sumienie, że mija właśnie kolejny dzień, a znów nie zabralismy się za nauke języków:) Co więcej wybieramy się w maju do Astany i nie mamy ochoty płacić 100 dolarów za noc w hotelu. A do tego Szwarjacia i Austia to chyba ciekawe kraje i warto by się tam wybrać. Zwłaszcza jeśli nocleg byłby za darmo:) Już możecie w napięciu czekać na nasze wstrząsające relacje z tej części Europy!
Poza tym, a może by należało od tego zacząć, tak jak i u Was, także i u nas Chrystus zmartwywstał, tylko, że 5 godzin wcześniej:) Święta spędziliśmy po polsku: najpierw poświęciliśmy pokarmy (w kościele byli prawie sami Polacy), potem byliśmy na Liturgi Wigilii Paschalnej, a na końcu zabraliśmy się za konsumpcję upieczonych własnoręcznie mazurków. Smak polskiego mazurka na obczyźnie - bezcenne!!!
Mamy już też bilety powrotne. Przylecimy 20.06 z Taszkientu (stolica Uzbekistanu) do Rygi. A potem albo samolotem, albo autobusem wrócimy do Warszawy. Wolelibyśmy polecieć LOT-em, ale te głupki nie uznają opłaty za bilet z Karty Visa Elektron więc nie bardzo mamy jak zapłacić za bilet. Do tego nikt nie może tego zrobić za nas, bo płatności można dokonać tylko z karty zarejestrowanej na nazwisko pasażera. Trochę paranoja, ale wysłaliśmy już meila do LOT-u i zobaczymy co nam zaproponują.
Przed Taszkientem, a już po zakończeniu zajęć (co nastąpi około 10 maja) chcemy wybrać się na nasze czerwonej strzale na północ Kazachstanu. W ciągu kilkunastu dni zrobimy na pewno kilka tysięcy kilometrów - zobaczymy czy grat wytrzyma:) Oprócz stolicy (Astany) chcemy też zobaczyć jezioro Balchasz i Morze Kaspijskie. Wracamy do Ałmaty 26 maja (na urodziny naszej babuszki), sprzedajemy samochód, bagaże odsyłamy pocztą do Polski i ruszamy do Kirgizji. Od 6.06 zaczyna już działać nasza uzbecka wiza (której, co prawda jeszcze nie mamy) i do 20.06 jesteśmy w Uzbekistanie. A potem wracamy, żeby zobaczyć wasze lica, za którymi się już trochę stęskniliśmy:)
Trzymajcie się i oddzywajcie!!!
Pozdrowienia,
Tomek i Piotrek