Święta w Kazachstanie

Witajcie wszyscy ;)

Dziś jest niedziela 28 października - co ciekawe - dzień pracujący, odrabiamy piątek 26 :) Dla nas jest to nieprawdopodobne, ale np. przed momentem podjechała pod nasz dom śmieciarka i zabiera śmieci ... niedziela godz. 17:00 :)... nie przepiękne? :)!!! 25 października jest w Kazachstanie święto narodowe. W związku z tym, starym radzieckim zwyczajem, jest darmowe wejście do kinoteatrów dla pensjonierów (emerytów). Nasza babuszka nie może przepuścić takiej okazji... :). W tym roku święto wypadło w czwartek więc Prezydent zdecydował, że dodatkowo wszyscy będą mieć wolny piątek - żebyśmy wszyscy mogli bez ograniczeń świętować suwerenność Kazachstanu... Chwała mu za to. Szkopuł w tym, że piątek tzeba odpracować w niedzielę. Ale myśmy się nie dali ... znamy Dekalog i pamiętamy III przykazanie. W zwązku z tymi kilkoma wolnymi dniami, wybraliśmy się na wycieczkę w okolice Ałmaty (w promieniu 600/700 km).

W czwartek wieczorem mieliśmy pociąg do Turkiestanu. Jest to podobno - zdaniem niektórych - jedyne miejsce w Kazachstanie, które warto zobaczyć ze względów historycznych. Turkiestan nazywany jest przez Kazachów II Mekką. Wszystko z powodu mauzoleum Jassyka, które się tam znajduje. A jeśli idzie o Jassyka, żył on w XII/XIII w. i był człowiekiem, który dostosował islam do warunków kazachskich. Uznaliśmy, że skoro mamy poznać Kazachstan, nie możemy nie pojechać w najświętsze dla Kazachów miejsce. Pociąg do Turkiestanu jedzie, bagatela, 17 godzin. My swoim zwyczajem, wybraliśmy opcje low price tzn. plazkarta. Jest to otwarty wagon bez przedziałów, w którym wspólnie podróżuje ok. 60 osób. Wsiadając do pociągu nie podejrzewaliśmy jakie przygody i przyjaźnie w nim zawrzemy. Rano okazało się, że pół wagonu to wracająca z wesela rodzina. Podróż spedziliśmy zatem przy butelce...no dwóch :), baraninie, koninie i chlebie. Zaprzyjaźniliśmy się z dwoma wujkami panny młodej. Jeden pracuje w jakiejś zagranicznej firmie zajmującej się wydobywaniem i obróbką ropy, drugi mówił, że jest bandytą ... :) Nie wiem dlaczego, ale obu nam się wydaje, że nie żartował.

W Turkiestanie czekała na nas grupa znajomych - Ujgurka, Koreanka, dwie Chinki i jeden Kazach. Z Ujgruką uczymy się w jednej grupie rosyjskiego, Koreankę znamy z dwóch wycieczek: na jezioro Issyk i Turgiencki wodospad. Z Kazachem nie znaleźliśmy wspólnego języka ... Okazało się, że noc mamy spędzić w 3 gwiazdkowym hotelu: pokój z klimatyzacją, tv-sat i śniadaniem. Jego szczęście w tym, że Turkiestan jest tani i lepszego hotelu w tym mieście nie wybudowali :). Noc kosztowała nas 55 zł od łepka więc jakoś przeżyliśmy, choć było to bolesne...:P.

Mauzoleum Jassyka nie zrobiło na nas dużego wrażenia. Jak to mówią Ruskie "ujdiot" czyli bez rewelacji...

Potem pojechaliśmy taksówką (!!!) - kompromis z Kazachem - do oddalonego o 80 km najstarszego meczetu na terytorium Kazachstanu. Ma podobno 1500 lat, podobno... Długo nie mogliśmy się pozbieraĆ po tej podróży taksówką, rozumiecie ... Człowiek ma swoje zasady :). Ale chyba było warto, bo widzieliśmy ... pasące się na stepie wielbłądy!!! Pierwszy raz w życiu, SUPER :)!

Po przejażdżce taksówką powiedzieliśmy sobie dość kompromisów!!! - i nie poszliśmy do hotelowej restauracji, a znaleźliśmy bar trochę bardziej w "naszym stylu". Taki, w którym szaszłyk + herbata = 2,5 zł.

Następnego dnia byliśmy nieugięci i nie pozwoliliśmy na to, żeby pojechać taksówką do odległego o 150 km Szymkientu. Grupa poparła nas i pojechaliśmy autobusem...ufff. Szymkient, to miasto, w którym żyje ok. 0,5 mln mieszkańców. Poza tym nic w nim szczególnego nie ma. Słynne jest z wysokiego stopnia przestępczości, mafii i ma miano zagłębia narkotykowego Kazachstanu. Myśmy się nie bali, w końcu w pociągu poznaliśmy jednego z kazachskich mafiosów, który powtarzał do znudzenia - budiet problem, adin telefon, my pryjediem, zabierajem was, a kawo nada ... pufff, panimajecie? :) W związku z tym, nic nam nie bylo straszne.

Na dworcu autobusowym nasza grupa podzieliła się. My nie chcieliśmy się zgodzić na zwiedzanie miasta zza szyb samochodu znajomych naszego Kazacha. Zwłaszcza, że wszystkie szyby były przyciemniane :). I razem z Koreanką wybraliśmy się na spacer po mieście. Nikt nas nie pobił, nikt nie zaczepił, co więcej napotykani ludzie byli sympatyczni i serdeczni, jak zawsze. Widać nasze kontakty pracują...

I tak dziś, po 15 godzinach jazdy pociągiem wróciliśmy do domu.

Jeszcze jedną pałkerską rzeczą w naszym wyjeździe jest to, że napisaliśmy pracę naukową :). Tak tak nasi Drodzy i to po angielsku ... :). 7 listopada na naszym uniwersytecie odbywać się będzie międzynarodowa konferencja poświęcona problemowi bezpieczeństwa. Poproszono nas, jako wybitnych znawców tej tematyki, żebyśmy napisali na ten temat tekst, który potem zostanie opublikowany w okolicznościowym żurnalu wychodzącym z okazji konferencji. Tekst napisaliśmy po polsku, na podstawie różnych (jednego wystąpienia ministra Rotfelda, któremu z całego serca w tym miejscu dziękujemy ... :) ) materiałów znalezionych w internecie. Całość za pośrednictwem translatora przetłumaczyliśmy na język angielski. Poziom tłumaczenia pozostawiał wiele do życzenia - co bardziej urokliwe kwiatki to:
- różnica pomiędzy bogatą północą a biednym południem ... propozycja translatora: "poor midnight and reach noun", albo
- świat po 11 września nie jest taki sam, komputer przetłumaczył jako: "world after 11th September is not alone".
Po pierwszym sprawdzeniu, wysłaliśmy tekst do Polski i wszystko nam poprawiła Małgosia, DZIĘKI :). Ale poziom pałkerstwa tego tekstu naukowego jest dość wysoki. Smaczku tej sprawie dodaje kolejna propozycja. W dniach 22-23 listopada szykuje się międzynarodowa konferencja. Tym razem na wydziale historycznym...:). Już zostalismy poproszeni o napisanie tekstu na wybrany przez siebie temat. Ciekawe co na to minister Rotfeld...